1 tester zamiast 30, czyli jak sam wysłałem wszystkich na złą grządkę

1 tester zamiast 30, czyli jak sam wysłałem wszystkich na złą grządkę

Są w życiu programisty-ogrodnika takie poranki, kiedy otwierasz panel i widzisz liczbę, która nie ma prawa istnieć. U mnie ta liczba brzmiała krótko i dobitnie: „W teście bierze obecnie udział 1 tester".

Jeden. Słownie: jeden. A ja na liście miałem prawie trzydziestu. Ludzie z Polski, z Estonii, z Wielkiej Brytanii — międzynarodowa ekipa gotowa klikać w moją apkę do ziół — a Google Play Console patrzył na to wszystko i mówił mi prosto w oczy: „ładny ten Twój ogród, panie Marku, ale rośnie w nim jedna roślina".

MarekZ
Utworzono: 11.07.2026 2026 14:25
Zaktualizowano: 12.07.2026 2026 21:58
beta testerzy Zielna Manufaktura testy zamknięte Google Play aplikacja ogrodnicza Android Founding Tester aplikacja do ogrodu za darmo opt-in tester Google Play

Pierwsza myśl, jaką ma w takiej sytuacji każdy programista: to na pewno błąd po ich stronie. Druga myśl, jaką ma każdy programista z odrobiną doświadczenia: to na pewno błąd po mojej stronie. Zwykle druga myśl jest trafniejsza.

Trzy liczby, które kompletnie się nie zgadzały

Zanim zdążyłem oskarżyć Google o spisek, usiadłem i policzyłem, co właściwie widzę. A widziałem trzy zupełnie różne liczby, które w mojej głowie od tygodni udawały jedną:

  • Lista e-mailowa: ~30. Tyle osób zaprosiłem. Tylko że bycie na liście zaproszonych to jak dostać zaproszenie na wesele — nie znaczy, że już tańczysz.
  • Instalacje: ~20. Tylu ludzi faktycznie zainstalowało aplikację. Choć uczciwie dodam, że kilka z tych instalacji to byłem po prostu... ja, na własnych telefonach deweloperskich. QA jednoosobowe.
  • Testerzy opt-in: 1. I to jest jedyna liczba, którą Google w ogóle raczy liczyć.

Przez tygodnie żyłem w przekonaniu, że mam armię, bo patrzyłem na tę pierwszą liczbę. A Google patrzył na trzecią. Klasyczny rozjazd danych — tyle że zamiast w bazie, w mojej głowie.

Sedno wpadki: wysłałem wszystkich na inną grządkę

Kiedy w końcu przekopałem się do przyczyny, zrobiło mi się i wstyd, i śmiesznie. Bo w Google Play są dwie osobne ścieżki testów: testy wewnętrzne i testy zamknięte. Wyglądają podobnie, brzmią podobnie, robią zupełnie co innego. To trochę jak dwie sąsiednie grządki — na obu rośnie sałata, ale plony liczy Ci tylko ta jedna.

Do promocji aplikacji na produkcję liczą się wyłącznie testy zamknięte (te słynne „12 testerów przez 14 dni"). A ja, w swojej nieskończonej mądrości, rozsyłałem wszystkim link do testów wewnętrznych. Czyli: moi wspaniali testerzy sumiennie instalowali, klikali, zgłaszali uwagi — na grządce, której Google nawet nie podlewał wzrokiem.

Podlewałem, pieliłem i doglądałem grządki, której nikt nie liczył. A tę właściwą zostawiłem odłogiem. Mistrzostwo świata w ogrodnictwie.

Grzech pierworodny programisty: zły link w dwóch miejscach naraz

Gdyby to była zwykła literówka, byłbym prawie dumny. Ale nie. Zły link był u mnie zapisany na sztywno w dwóch różnych miejscach — raz w konfiguracji, raz na twardo w szablonie strony rejestracji. Każdy programista wie, co się dzieje, gdy ta sama wartość żyje w dwóch kopiach: prędzej czy później jedna z nich się zepsuje, a Ty poprawiasz drugą i dziwisz się, że nic się nie zmienia.

To ogrodniczy odpowiednik posadzenia tego samego chwastu w dwóch rzędach, żeby mieć pewność, że na pewno zbierzesz chwasty. Misja wykonana.

I jeszcze wisienka: mail, który u połowy nigdy nie wyszedł

Bo to nie koniec. Mój przepływ maili do testerów jest dwuetapowy. Najpierw idzie mail powitalny („cześć, dzięki, czekaj na drugi mail"), a dopiero potem — mail z właściwym linkiem opt-in. Tyle że ten drugi wychodzi dopiero po tym, jak ręcznie zatwierdzę testera w panelu. Zgadnijcie, kto regularnie zapominał klikać ten jeden nieszczęsny przełącznik. Tak jest. Część osób grzecznie czekała na mail, który — z mojej winy — nigdy nie miał prawa przyjść.

Nasza Szefowa Kontroli Jakości, kotka Cirí, przespała cały incydent zwinięta na fotelu. Zapytana o komentarz, przeciągnęła się i wróciła do snu. W sumie trudno się dziwić — na papierze to ona odpowiada za QA, więc gdyby się do czegokolwiek przyznała, musiałaby wziąć na siebie także tę wpadkę. Sprytnie, Cirí. Sprytnie.

Co już naprawione

Dobra wiadomość: w kodzie jest już pozamiatane. Zły link poszedł do kosza, został poprawiony na ten właściwy (testy zamknięte), a przede wszystkim mieszka teraz w jednym miejscu — jedno źródło prawdy, żaden szablon już go sobie na własną rękę nie kopiuje. Dorzuciłem nawet komentarz ostrzegawczy dla przyszłego siebie, bo przyszły ja bywa równie roztargniony jak obecny.

Zła wiadomość: sama poprawka kodu nie zalicza testu. Zegar „12 testerów × 14 dni" ruszy dopiero wtedy, gdy dwunastu prawdziwych ludzi przejdzie całą właściwą ścieżkę. I tu wchodzicie Wy.

Muszę zebrać ekipę od nowa — i tym razem zróbmy to jak należy

Nie ma co ukrywać: potrzebuję zebrać grupę Founding Testerów praktycznie od zera, bo poprzednia runda liczyła się do złej ścieżki. Jeśli chcesz mi pomóc dopchnąć Zielną Manufakturę do wersji produkcyjnej (i przy okazji dostać za to konkretne fanty — o tym za chwilę), oto jak zrobić to poprawnie:

  1. Zapisz się na zielnamanufaktura.pl/beta — tam podajesz adres konta Google, którym testujesz. To ważne: Google wpuści do testów zamkniętych tylko to konkretne konto, które jest na liście.
  2. Poczekaj na mail aktywacyjny z linkiem opt-in. Tym razem obiecuję klikać ten przełącznik. (Jeśli już kiedyś się zapisywałeś i mail nie przyszedł — to była moja wina, napisz na kontakt@zielnamanufaktura.pl, dopiszę Cię ręcznie.)
  3. Kliknij link opt-in, a potem przycisk „Zostań testerem" / „Become a tester". Bez tego kroku Google Cię nie policzy — nawet jeśli masz apkę zainstalowaną.
  4. Zainstaluj aplikację prosto z Google Play — nie z APK, nie sideloadem, nie z żadnego tajemnego linku od znajomego. Tylko instalka ze sklepu, na tym samym koncie Google, liczy się do testu.

I jeszcze jedno, ważne: odinstalowanie aplikacji NIE kończy udziału w teście. Jeśli kiedyś zechcesz zrezygnować, robi się to wyłącznie przyciskiem „Zrezygnuj" na stronie testów. Odinstalowanie samej apki to dla Google’a nadal aktywny tester — więc spokojnie, miejsca na telefonie nie musisz poświęcać na wieki.

Co masz z tego Ty?

Testerzy z tej rundy to Founding Testerzy — i traktuję to bardzo dosłownie:

  • Twoje imię na stałe w aplikacji, w podziękowaniach dla założycielskiej ekipy.
  • Specjalna odznaka founding_tester na Twoim koncie.
  • Premium na zawsze — dożywotnio, za darmo, bo bez Was ten cały ogród by nie ruszył.

Uczciwie: nie proszę o wiele. Wystarczy zainstalować, poklikać przez dwa tygodnie i od czasu do czasu powiedzieć mi, co jest do bani. Reszta to moja robota (i teoretycznie Cirí, ale na nią bym nie liczył).


O aplikacji. Zielna Manufaktura to darmowa apka na Androida dla ogrodników-amatorów, robiona po godzinach przez programistę z Warszawy, który sezon spędza w Bieszczadach i notorycznie przegrywa z karczownikiem o pigwę. W środku znajdziesz: bazę ~100 gatunków roślin skalibrowaną pod polski klimat, kalendarz siewu, planer ogrodu, miernik światła, alerty pogodowe z powiadomieniami push, dziennik ogrodowy, skaner roślin i chorób oparty o AI oraz blog społecznościowy. Całość jest w pełni darmowa (Premium na razie w ogóle nie jest sprzedawane — a Founding Testerzy dostają je dożywotnio tak czy siak).

Zostań Founding Testerem: Google wymaga do promocji na produkcję 12 testerów działających jednocześnie przez 14 dni z rzędu — dlatego naprawdę liczy się każda osoba i każdy dzień. Zapisy: zielnamanufaktura.pl/beta. Kontakt: kontakt@zielnamanufaktura.pl.

Za koncepcję aplikacji i całą wiedzę o roślinach odpowiada Magda. Za wpadkę z linkiem — wyłącznie ja.

Komentarze 0

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Zaloguj się

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!